Dostałem już pełno życzeń, z okazji zbliżających się świąt. Jakie to miłe że pamięta o mnie Empik, Ipla nawet taki potentat jak Sony do mnie napisał z życzeniami. Powiedzieli też, że w promocji dają mi 5 lat gwarancji, i jakieś radosne chwile w HD – cokolwiek to znaczy. Sam tez się pokusiłem i wysłałem 1 (słownie: jednego) smsa z życzeniami – na odpowiedź nie mam co liczyć.
Zastanawia mnie w ogóle idea takich życzeń – mówimy „wesołych świąt” – kiedy te święta jakby nie patrzeć raczej radosne i wesołe nie są… tzn są, ale ta 2 ich część – zmartwychwstanie. Początek świąt to przecież ostatnia wieczerza, skazanie, droga krzyżowa i śmierć. Więc gdzie tu radość? Z weselszych aspektów tak jak pisałem to zmartwychwstanie, i.. zajączek na którego dzieci najbardziej czekają. Ja przyznam osobiście że obchodzę zajączka. Lubię zarówno otrzymywać, jak i dawać innym prezenty – i z okazji, i bez okazji, a zajączek jest okazją i to nie byle jaką. Takie miłe wspomnienia z dzieciństwa, jak biegało się od rana i szukało pochowanych prezentów…
Chyba wczoraj widziałem w TV ciekawy program. Puszczali ludziom piosenki, i … sprawdzal czy rozumieją oni przesłanie jakie towarzyszyło twórcą owych utworów. Była piosenka Perfectu – Nie płacz Ewka – Ludzi odbierali ją jako „fajną spokojną nute o… miłości”, „fajnie się tańczy”. Faktycznie piosenka opowiada o rozstaniu, o mężczyźnie który popełnił/niał samobóstwo. Bardzo dobre komentarze na ten temat można poczytać tutaj. Były też inne piosenki – sporo tego było. Była Maryla Rodowicz z piosenką Niech żyje bal, i kilka innych. A jak zinterpretować utwór Grzegorza Ciechowskiego, a w zasadzie to Republiki – Tak tak … to ja? Piosenka z mojego dzieciństwa w zasadzie. Bardzo wpadająca w ucho – myśle że nikomu nie trzeba jej przedstawiać?
Dzisiaj przyszła pora na zmianę wyglądu bloga. Stary już mi się przejadł. Obecny jest mniej czytelny, i nad tym będzie trzeba popracować, ale z kilkudziesięciu które przeglądałem ten wydał mi się najbardziej śwEetAshNy. BusIolKi dLa WaS mOhJe kRejZolKi :* Cm0oK
Przyszedł czas na „odrobienie się”. Przez ostatni czas nie miałem czasu na nic – dosłownie. Zaległości na uczelni, w pracy, w życiu (?). Odłogiem leżało kilka witryn które w zasadzie miałem zrobić 2 tygodnie temu, kilka projektów na uczelnie i w organizacji, i kilka prac w firmie. Na szczęście wolne (11 dni) już się kończy i czas wrócić do rzeczywistości.
My name is Bond. James Bond. Tak wypada zacząć pisać, ale… nie na temat najnowszej części filmu o najbardziej znanym agencie wszech czasów. Dzisiaj dane mi było być na premierze 007 Quantum of Solace. Premiera jak przystało na Bonda była o godzinie… 0:07. Jako dygresja… mój pierwszy film w kinie kiedy to pokaz nie rozpoczął się reklamami, i przed nim nie było żadnej.
Oglądałem już wiele części „Bonda”, ale ta jakoś najbardziej przypadał mi do gustu. Troszkę brakowało jednak tego stwierdzenia „My name is Bond”, ale w sumie.. brzmi ono dość staromodnie. Poza tym co dziwi zaskakuje fakt że bohater nie pije już Martini „wstrząśnięte nie zmieszane” lecz… no w zasadzie to on sam nie wie co to jest, ale wypił tego dużo (6!) i jest dobre.
Rzecz która zasługuje na wielkiego plusa to efekty specjalne. Stoją na gigantycznie wysokim poziomie. Sceny pościgów, walk, strzelanin itp. Wszystko co ma swoje plusy musi mieć i minusy, scena z samolotem już była super nieleralistycza, aż kuło to w oczy jak mogli na coś takiego scenarzyści wpaść. Ogólnie film super, czas premiery też super, i to tyle ode mnie. Gorąco polecam.
W tamtym roku zawaliliśmy z sylwestrem. Co prawda był dość udany (koniec końców) gdyby nie to że zdychałem z bólu. Zabraliśmy się po prostu o wiele za późno. W tym roku mamy już zapłacony domek w Ustroniu – w dzielnicy uzdrowiskowej u stóp Równicy. Nie daleko są stoki, więc o ile śnieg dopisze to będzie ciekawie. Jedziemy w 8-10 osób (mam jeszcze 2 miejsca wolne – 5 dni za 220zł – jak ktoś jest chętny proszę pisać) tym samym czołgiem co za granice. W planie wypad na Słowację, Kulig, Ognicho, (to nie żart) oczywiście stoki i … resztę się wymyśli na poczekaniu.