Powoli biorę się za aktualizacje. Silnik bloga już w najnowszej wersji, grafika nowa, w większości przetłumaczona. I nowe treści. Nowości w liście życzeń, oraz nowy wpis „o mnie”. Nie wiem na ile nowości wpłyną na ocenę pozytywnie/negatywnie, ale doszedłem do wniosku, że po 2 latach należało by w końcu to zaktualizować. Do dzisiaj strony o mnie i wishlist były nietykane (od powstania bloga, czyli od lipca 2007), a wiele się zmieniło od tego czasu. Znów przywróciłem opcje komentarzy – są cachowane, więc pojawiać się będą z dużym opóźnieniem.
Tematyką postaram się znów wrócić do bloga – bloga, a nie jak przez ostatnie tygodnie bloga – blogaska. Za niedługo będzie też koniec kłamstw – tak jak w Szkole Uwodzenia (filmweb). Zobaczymy co z tego wyniknie :-)
Pozostaje mi jeszcze do przeniesienia kilkanaście witryn na nowy serwer, ale… mi się nie chce, bo jak ruszę jedną główną domenę to już bede MUSIAŁ przenieść resztę. Robota na kilka godzin ciągłego siedzenia przed kompem. Ewentualnie pokombinuje i poszukam czy da radę ustawić domenę główną blabla.com na nowym serwerze, a subdomene test.blabla.com zostawić na razie tu. Jeśli da radę to było by git. Sądzę że rade da, tylko problemem jest to, że raczej JA nie dam rady tego zrobić. Zobaczymy.
Od wczoraj zacząłem korzystać z Blip’a i muszę przyznać, że to naprawdę dobre narzędzie do komunikacji. Z grubsza wygląda to tak: piszemy wiadomość via gg/www/sms/mms/wap/jabber/api i przez wiele innych ustrojstw, i dostają ją wszyscy którzy Cię obserwują. Umawianie się na spotkania typu Twójmiejski poolcamp, świetna sprawa. „U nas” na dole (czyt. na Śląsku) tego chyba trochę brakuje – ewentualnie jeszcze tego nie odkryłem :) Chodź z moim szczęściem to zapewne to 2′gie.
No i dane mi było doświadczyć na sobie efektu wykopu. 1 artykuł z 2 zdjęciami podlinkowanymi do bloga (2 screeny po ~120kb) wygenerowały w przeciągu kilku godzin 10 Gb ruchu i tym sposobem 1 raz w życiu przekroczyłem (jak dla mnie bardzo duże limity – tzn limity których normalnie bym nie wykorzystał). Tak więc transfer przekroczony – blog znika z neta na jakieś 20 min. Na szczęście admin serwera (któremu z tego miejsca chciałbym serdecznie podziękować) wykazał się wyrozumiałością, i mimo że kasy jeszcze nie dostał za większy transfer to konto odblokował. Wielu osobom już polecałem ten hosting i zrobie to ponownie. Dla mnie największym minusem jest limit subdomen. ~50 na konto to o wiele za mało. Ale trudno się mówi. Może kiedyś wrócimy do czasów (jak zakładałem konto) że subdomeny były nielimitowane.
Od czego by zacząć. Od początku jak to zwykło się mawiać. Wiele osób/portali pisze o naszej klasie, mimo że czasy jej świetności i blasku już powoli mijają. Serwis jak to zwykle w przyrodzie bywa już się nie rozwija w takim tempie w jakim zapewne chcieli by Twórcy. Cały czas są rejestrowane nowe konta, ale ich ilość cały czas spada. Klasyczny przykład fazy dojrzałości strony. Spora część moich znajomych już w ogóle tam nie zagląda. A szkoda, bo pomysł serwisu który umożliwia odnowienie znajomości ze starych szkolnych lat, był i jest jak najbardziej szczytny.
Z Internetem mam do czynienia od dawna. Już w gimnazjum „szalałem” hostingiem – był dawno temu hosting o nazwie townhost(czy jakoś tak). Nie mam pojęcia gdzie były serwery, ale zważywszy na reklamy i cały panel administracyjny – na 90% w stanach. Miejsce jakie oferowali było niewyobrażalne 1 Gb(sic!) a wszystko za free. To dużo nawet jak na obecne czasy. Minusem było to że obsługiwali tylko strony w htmlu i nic więcej. Można było wrzucać co się chciało. Oczywiście dopinali reklamy do stron – a jakże.
Kilka razy dziennie trafiamy na stronkę która nie istnieje. Klasyczny błąd 404, a to adminowi znudziła się treść i usunął stronę, a to robił porządki i wywalił niepotrzebny obrazek zaindeksowany przez wujka Google, a to jeszcze coś. Czasami zdarza się również że to serwer odmówił współpracy np ze zbyt natarczywymi internautami. Zwykłe komunikaty doprowadzają do niemałej irytacji zwykłych użytkowników. Inaczej jest z komunikatami od Google. Dzisiaj w Youtube natrafiłem na tekst że… no właśnie przeczytajcie go sobie sami :)